niedziela, 29 kwietnia 2012

Rozdział 3

- Nic ci nie jest? Na pewno wszystko w porządku?
Po raz kolejny kiwnęłam twierdząco głową, co tak na prawdę nie było do końca szczerą odpowiedzią. W końcu jak niby miało być wszystko w porządku, skoro właśnie o mały włos nie staranowałam Nathana Sykes'a?!
Chłopak ubrany był całkowicie nie w swoim stylu. Na głowie nie miał żadnej ze swoich ulubionych czapek, za to oczy zasłonił dużymi okularami przeciwsłonecznymi. Pomyślałam, że to na pewno ze względu na fanki. Dzięki zmianie wizerunku z pewnością trudniej było go rozpoznać. Ja jednak nie dałam nabrać się na ten trick.
Staliśmy chwilę na środku przejścia gapiąc się na siebie. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam niepewnie:
- Nathan...Nathan Sykes? To na prawdę ty?!
Rozejrzał się płochliwie, bojąc się, aby nikt tego nie usłyszał. Następnie chwycił mnie za nadgarstek i pociągnął w kierunku podziemnego parkingu, gdzie prawdopodobieństwo spotkania na swej drodze zwariowanych fanów było znacznie mniejsze.
Podeszliśmy do białego MINI COOPER'a, którego Nathan od kluczył, po czym otworzył mi drzwi, żebym wsiadła. W mgnieniu oka sam usiadł na sąsiednim siedzeniu i przyjaźnie się uśmiechnął.
- Tak, to ja. Przepraszam, że cię tu ściągnąłem, ale bałem się, że jeśli zostaniemy dłużej w tym tłumie, to prędzej lub później zostanę namierzony przez tłumy fanów.
- O kurcze! Mam wrażenie, że to jakiś piękny sen, z którego zaraz się obudzę. - byłam w takim szoku, że na prawdę nie wierzyłam w to, co się dzieje.
Długo siedzieliśmy w samochodzie i rozmawialiśmy o koncertach, płytach, singlach i reszcie chłopakach z zespołu. Nathan dał mi kilka autografów, porobiliśmy parę zdjęć. Rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się od bardzo dawna. Trwałoby to z pewnością jeszcze długo, gdy nagle przypomniałam sobie o zgubionej komórce i przyjaciółkach.
- Wiesz... - zaczęłam niepewnie - na prawdę bardzo dziękuję ci za to wszystko, ale niestety muszę się zbierać. Chwilę przed naszym zderzeniem zgubiłam swój telefon. To dlatego byłam tak rozkojarzona. Szukałam go po całej galerii ale nigdzie nie ma. Jakoś wątpię, żebym jeszcze go znalazła.
Nathan wyraźnie się zmartwił.
- Szkoda. Myślałem, że jeszcze chwilę pogadamy. Jesteś chyba pierwszą moją fanką, z którą tak ciężko mi się rozstać. Może mógłbym jakoś pomóc z tym telefonem?
- Jeśli mogę, to chętnie zadzwoniłabym do swoich przyjaciółek i powiedziała im, żeby się nie martwiły. Swojej komórki i tak już nie znajdę, a poza tym w hotelu mam zapasową.
- Jasne, nie ma problemu.
Kiedy skończyłam już swoją rozmowę, chłopak zaproponował, że odwiezie mnie do hotelu. Oczywiście się zgodziłam.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że kolejny rozdział dopiero teraz, ale w weekend nie miałam weny i czasu na pisanie :(
Mam nadzieję, że ten rozdział nie sprawił, że posnęliście z nudów xD

piątek, 27 kwietnia 2012

Rozdział 2

Podróż minęła nam bardzo dobrze. Po wydostaniu się z lotniska od razu udałyśmy się do hotelu w samym centrum Londynu, który zarezerwowała dla nas kancelaria Ani. Rozpakowałyśmy się i odpoczęłyśmy. Następnie udałyśmy się do hotelowej restauracji, żeby coś zjeść. Reszta dnia minęła raczej nostalgicznie. Znużone zasnęłyśmy bardzo wcześnie.
********************************************************************************
Następnego dnia Ania z samego rana poszła na konferencję. Miała tam spędzić cały dzień, dlatego razem z Agą i Karoliną udałyśmy się na zakupy. W centrum handlowym spędziłyśmy parę dobrych godzin. W końcu, razem ze swoimi zdobyczami, usiadłyśmy w kawiarni i zamówiłyśmy po ciastku i kawie.
- Londyn jest cudowny! - zachwycała się Karolina.
- O taak! A zwłaszcza sklepy! - zawtórowała jej z wielkim entuzjazmem Aga. - Chociaż Ania i tak by marudziła. Wiadomo jak ona ,,lubi" łażenie po sklepach.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Co racja, to racja. Myślałam nad tym, żeby jenak kupić jej jakiś drobiazg - zasugerowałam. - W jednym ze sklepów widziałam koszulkę z hamburgerem. Myślę, że byłaby z niej zadowolona.
- Super pomysł! - ucieszyła się Karolina.
- Tak! Ja widziałam słodki wisiorek w kształcie tabliczki czekolady. Moim zdaniem bardzo w jej guście - Aga również była zachwycona. Jeśli chodziło o zakupy, to nikt inny nie rozumiał mnie tak dobrze, jak właśnie ona.
Siedziałyśmy jeszcze jakiś czas w kawiarni, gdy nagle naszym oczom ukazała się dwójka megaprzystojnych chłopaków. Przechodząc koło naszego stolika, obrzucili nas uroczymi spojrzeniami. Gdy tylko oddalili się o parę kroków, dziewczyny rzuciły na mnie znaczące spojrzenia.
- Matko, ale słodziaki - rozmarzyła się Karolina. - I w dodatku na nas spojrzeli!
- Ciekawe, którą z nas namierzył ten brunet? - zastanowiłam się na głos.
- Chodź, zapytamy go! - Aga pociągnęła mnie za rękę. Tego typu wyskoki były jak najbardziej w jej stylu.
- Zwariowałaś?! Nie ma mowy! Nie będę robiła z siebie idiotki! Weź Karolinę.
Nie zastanawiając się dłużej chwyciła przyjaciółkę i razem popędziły  za znikającymi w tłumie chłopakami.
- To ja pójdę kupić prezent dla Anki!! - zdążyłam tylko krzyknąć, choć nie wiem, czy mnie usłyszały.
***************************************************************************************************
10 minut później wychodziłam z Zary z koszulką kupioną dla przyjaciółki. Wiedziałam, że jeśli Adze udał się podryw, to mam jeszcze trochę czasu. Postanowiłam zadzwonić do niej i zapytać, gdzie widziała czekoladowy wisiorek. Sięgnęłam do kieszeni po swój telefon i zamarłam. Moja komórka zniknęła! Musiałam ją zgubić przymierzając ciuchy. Wróciłam do Zary i zapytałam sprzedawczynię, czy przypadkiem nie widziała czarnego LG. Oczywiście okazało się, że nie. Zrozpaczona usiadłam na ławce. Co ja mam robić?! Postanowiłam, że zaczekam na przyjaciółki w kawiarni, w której się rozstałyśmy. Zamyślona skierowałam się w tamtym kierunku. W pewnym momencie wpadłam na młodego chłopaka z brązową czupryną na głowie. Kiedy trochę oprzytomniałam, nie mogłam uwierzyć w to, z kim się zderzyłam.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję Wam bardzo, za miłe komentarze do pierwszego rozdziału. Dzięki temu miałam motywację napisać kolejny. Mam nadzieję, że ten również się spodoba :)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 1

 Koncert The WANTED w Polsce! Nie mogłam w to uwierzyć! Po koncercie chłopaki od razu zawędrowali do mojego domu... Czas zleciał bardzo szybko. Nawet nie wiem jak. Pamiętam tylko pożegnanie. Nathan stał w drzwiach i wpatrywał się w moje oczy. Objął mnie w pasie i zbliżył swoją twarz do mojej. Poczułam jego ciepły oddech i dotyk aksamitnych ust. 
I właśnie w tym momencie musiał zadzwonić mój budzik. Jednak po tym śnie nawet to nie mogło popsuć mi humoru. Tak fantastycznego snu nigdy wcześniej nie miałam...w dodatku był tak strasznie realistyczny. Automatycznie pomyślałam, że osobiście doprowadzę do tego, aby kiedyś to stało się naprawdę. Wtedy ta myśl wydała mi się śmieszna i nigdy nie przypuszczałabym, aby kiedykolwiek miała miejsce w moim życiu.
Dalsza część dnia minęła mi zwyczajnie. Kilka godzin spędzonych na uczelni było tradycyjnie bardzo nużące. Po powrocie do domu automatycznie rzuciłam torbę w kąt, wzięłam laptopa i weszłam na Twittera aby zobaczyć co nowego napisał Nathan. Jak zwykle odpowiadał na pytania swoich fanów i pisał o coraz to nowszych trasach koncertowych. Marzyłam o tym, żeby kiedyś wspomniał o występie w Polsce.
Z głębokich rozmyślań wyrwała mnie Ania, która jak zwykle wparowała do mieszkania szałaputnie nie domykając za sobą drzwi i robiąc przy tym mnóstwo hałasu. Nie ściągnąwszy kurtki, wleciała do kuchni i porwała kotleta z bułką, którą właśnie przygotowałam sobie na obiad. Odnalazła mnie w pokoju i od razu zasypała mnóstwem wiadomości. Głównie nie dowiedziałam się kompletnie niczego oprócz dzikich pomruków i sterty okruszków po bułce, którymi obficie mnie obsypała. Kiedy skończyła powiedziałam, żeby powtórzyła swoje newsy.
- JEDZIEMY DO LONDYNU!! 
- Co ty bredzisz? Do jakiego Londynu? Jak niby? - byłam święcie przekonana, że mnie wkręca.
- No tak! Jutro o 7 mamy samolot z Poznania. Jadę na konferencję prawniczą. Jeśli nam się spodoba możemy zostać dłużej.
- Jak to dłużej?! A studia? A co z Kapciem (Karolina) i Agą?
- Weźmiemy urlop dziekański, a dziewczyny oczywiście lecą z nami.
- O kurcze! No to pakujmy się!
Około godziny 17 wróciły pozostałe 2 dziewczyny i z ogromnym entuzjazmem wszystkie rozpoczęłyśmy wielkie pakowanie. Tego wieczoru postanowiłyśmy szybciej iść spać. Rano musiałyśmy wcześnie wstać i przeżyć pierwszy lot samolotem. Ta podróż całkowicie zmieniła nasze życie.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Więc tak: od dłuższego czasu zastanawiałam się nad napisaniem własnej historii o TW ale  jakoś nie mogłam się zdecydować. Mam nadzieję, że nie zanudzę Was swoimi wypocinami :p zachęcam bardzo do komentowania :)